czwartek, 28 maja 2015

Rozdział #4

Czytasz = komentujesz

*Po wizycie u dyrektorki*
- Jezu, dobrze, że musimy tylko zostać po szkole i posprzątać stołówkę. Gorzej by było, gdybyśmy płacili za jej pralnię i fryzjera. - powiedziałam. Dyrektorka, kiedy usiadła do swojego biurka cała w zupie pomidorowej, wyglądała przezabawnie. Szkoda, że nie mogłam zrobić zdjęcia, bo to się chyba nigdy nie powtórzy.
- Racja. Ale... - zaczął Danny.
- Ale?
- Ale nowy kapelusz by jej się przydał.
Obaj wybuchnęliśmy śmiechem.
- O co chodzi? - za drzwi wyjrzała dyrektorka.
- O nic proszę pani. - z uśmiechem powiedział Danny. On ma taki śliczny uśmiech.
Dyrektorka popatrzyła podejrzliwie, lecz zaraz wróciła do swojego gabinetu. Zadzwonił dzwonek. Pożegnaliśmy się i każdy poszedł do swoich klas. Przed salą spotkałam Aggie.
- Widziałam co się stało.
- Ja też. I co? - obie ze śmiechem weszłyśmy do sali na angielski.

***

*Po lekcjach, 15:25*
(Oczami Danny'ego)
- Witam ponownie. - powiedziała do mnie Anne.
- A no witam panią. 
Oboje się zaśmialiśmy.
- To co? Idziemy na tę wojnę z garami? - Ann jest taka słodka, kiedy się uśmiecha.
- Z tobą zawsze.
I zabraliśmy się za mycie tych garów. Jak to możliwie, że są takie brudne?!

(Oczami Anne)
Z Dannym świetnie się bawiliśmy. Chociaż zmywanie naczyń nie jest jakieś bardzo fajne. Nagle Danny przestał się śmiać.
- Ej, stało się coś?
- Nie tylko, chciałem ci coś powiedzieć... - wyglądał na zdenerwowanego.
- Tak? O co chodzi?
- Bo wiesz... Ja... No ten... Nie wiem jak to powiedzieć, ale... - w tym momencie weszła dyrektorka.

- Dobra dzieciaki, wracać do domu. - powiedziała gniewnie i wyszła.
- No to... Do jutra... Ann...
- Do jutra Dan.
I każdy poszedł do swojej szatni.

***

*Dom Danny'ego, 18:00*
(Oczami Danny'ego)
Jestem totalnym idiotą, kretynem, debilem... Mogę tak cały czas. Dlaczego jej nie powiedziałem? Dlaczego?!

***

*Dom Anne, w tym samym czasie*
(Oczami Pauline)
Ann wróciła do domu jakaś dziwna. Przywitała się zwykłym "cześć" i poszła do siebie.

*18:30*
Dzwoni Philip.
- Hej Polly. Chciałabyś się spotkać o 18:45?
- Siemka Phil. Jasne. A gdzie?
- Może na plac zabaw za tą nową biblioteką?
- Z chęcią. - odpowiedziałam wesoły.
- To do zobaczenia o 18:45.
- Do zobaczenia. - rozłączył się.
Ok, trzeba się teraz spytać mamy o zgodę. Na pewno się zgodzi. Chyba...
- Mamo...
- Tak, możesz się spotkać z Philipem.
- A ty skąd...?
- Przeczucie. Tylko sprawdź co robi Anne i czy nie jest głodna. Nie jadła kolacji.
- Dobrze mamo. Dziękuję.

***

(Oczami Anne)
Polly wleciała do mojego pokoju i spytała się mnie co robię i czy nie chcę kolacji. Powiedziałam, że nie i poprosiłam, żeby wyszła. 
- Będziesz pisać post na bloga? - spytała.
- Nie mam siły. Poczytam książkę.
- Dobrze. No to pa.
- Idziesz się spotkać z Philem, tak? - uśmiechnęłam się chytrze. 
- Tak, a teraz daj mi spokój. - udała obrażoną.
- No dobrze. No to do.
- Do! - Polly wyszła.

***

Była 22:00. Wszyscy już śpią. Nie rozumiałam co czytam. Czułam się dziwnie. Bolała mnie głowa, ale nie dałam radę pójść po tabletkę. Na FB dostałam wiadomość od Liz: "Słyszałam co się dzisiaj stało. Masz szczęście, że mnie tam nie było. Mam nadzieję, że nie zarywałaś do mojego chłopaka, bo pamiętaj: ON JEST MÓJ!" Wylogowałam się z Facebooka i czytałam dalej książkę (dziwne, że mnie to nie ruszyło). Jedyne co pamiętam, to zdanie z książki: "Żeby się żenić, to trzeba być albo idiotą, albo kretynem, albo samobójcą.*" Zaraz po tym poszłam spać.

***

Wiem, że cały rozdział nie ma do końca sensu. Ale z sensem to ja tego bloga nie napiszę. Teraz rozdziały będą pojawiać cię częściej albo postaram się, by tak było. Piszcie swoje opinie w komentarzach.
Narka xx

*Ewa Nowak - "Lawenda w chodakach"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz